Muzyczny TOP12 roku 2012

Chciałbym abyście przywitali dwunastu muzycznych apostołów, którzy towarzyszyli mi najczęściej w zeszłym roku :) Moi faworyci, moi kompani w doli i niedoli, w słońcu i niepogodzie. Dwanaście najlepszych kawałków roku 2012 w mojej prywatnej playliście!

536216_4647786960069_1229314231_n

Dane z mojego konta last.fm, które wyjawiły mi następującą kolejność. Przejdę od razu do krótkiego omawiania poszczególnych utworów. Nie będę się za dużo rozpisywał na temat ich walorów artystycznych, dlaczego mi się podobają czy dlaczego są dla mnie specjalne :) Postaram się zawrzeć te informacje, krótko i treściwie, a Wam pozostawię samą muzykę i ten swoisty miks do samodzielnej oceny :) Niektóre kawałki są z wyższej półki muzycznej i zasłużyłyby na oddzielny wpis, niektóre to zwykła zabawa i radość nieskomplikowanego słuchania (zgadniecie o czym mówię ;)). Część utworów pochodzi ze świetnych płyt, które niebawem na tym blogu zrecenzuję :) Listą jedziemy od końca, na samym dole absolutny faworyt i zwycięzca, zdecydowanie i jednoznacznie skorelowany z rokiem 2012. Przed wyliczanką zapraszam do playlisty na youtube, tym razem w kolejności odpowiedniej, więc jeśli chcecie słuchać i czytać – zacznijcie od dołu tego wpisu :) Każdy utwór jest dodatkowo opatrzony własnym linkiem. Enjoy!

Uwaga – dużo odpalonych youtube okienek może przycinać kompa! Wtedy pomaga zwykłe odświeżenie strony. Lub nieodpalanie okienek, tylko użycie playlisty. Nie chcę aby cokolwiek zmącało Wam odsłuch :P

 

12.Opeth – Face of Melinda

Ballada, których tak bardzo nie lubię :) Ta jest jednak trochę inna, nagrana przez rewelacyjny zespół progresywnego metalu – Opeth. Spokojna, akustyczna melodia i opowieść o córce wikingów – Melindzie, przechodzi w agresywny, acz ciągle stonowany i powściągliwy metal. Zaczyna się riff i szybsza perkusja, zaczyna się ciekawsza jazda. Piękne rzeczy grają panowie na gitarkach w pierwszej połowie utworu, niby zwykłe plumkanie, ale mnóstwo w nim finezji i zaawansowania.Ulubiony utwór

11.Emerson, Lake & Palmer – Trilogy

Dziewięciominutowa suita prosto od trio pewnych zacnych muzyków. Podobnie jak w poprzednim utworze – początek jest lekki, przyjemny, klawisze i wokal. W pewnym momencie całość się jednak mocno zmienia, klawisze zmieniają swój charakter (i to na jaki!!), wybucha bomba, dajemy czadu! :) Progresywny rock wczesnych lat 70 w najlepszym wydaniu!

10.Carly Simon – Nobody Does It Better

Przenosimy się pięć lat później, wchodzimy do kina, siadamy do nowego Bonda z Rogerem Moorem (The Spy Who Loved Me). Zajadamy popcorn i wita nas taki oto utwór otwierający. W głosie wokalistki jest moc, tęsknota, kompozycja przemyślana, świetne przejścia na bębnach i bardzo atrakcyjny tekst :) Wzruszam się.

9.Elektryczne Gitary – Włosy

Po rewelacyjnym koncercie Elektrycznych Gitar na Woodstocku ponownie oszalałem na punkcie ich muzyki, przypomniałem sobie, ile ten niepozorny zespół ma hiciorów, które weszły do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej, nauczyłem się riffów (tak proste, tak wspaniałe!) i katowałem, katowałem, katowałem. Ich koncert wspominam z bananem na twarzy bo bawiłem się jak nigdy ;)

8.Gong – A Sprinkling of Clouds

Utwór-legenda. Dla mnie. Absolutny psychodeliczny odlot. Lot na chmurce poprzez czas, przestrzeń i rzeczywistość. O tym utworze ciężko pisać, trzeba go słuchać i odpływać. Mój organizm automatycznie się rozluźnia wraz z pierwszymi dźwiękami tego tripa, bo te 9 minut słuchania tego kawałka, to osobny trip, podróż, wycieczka w muzykę i rozkminki. Piękne wejście i rozkręcanie utworu. Nie umiem opisać tych dźwięków. Piękna coda, jedno z najlepszych zamknięć utworów jakie znam. Czysta rewelacja. Prywatnie jeden z moich ulubionych utworów.

7.Bracia Figo Fagot – Bożenka

Dużo pisać nie trzeba :D Czysta radość. Czysta głupota. Czysta wolność przekazu i energii ;) Mało przy czym tak ostro zdzierałem sobie gardło na koncercie. Myślałem, że oszaleję ze szczęścia. Nieopisany fenomen. Skakałem ze sceny w publiczność, czego nie miałem okazji robić nigdzie indziej. Jako wielbiciel progresywnej muzyki i przeciwnik drastycznego spadku poziomu jej jakości nie umiem się usprawiedliwić dlaczego tak podoba mi się ta muzyka… ;)

6.Wszystkie wschody słońca – Gdy się kwiatków dobrze najemUlubiony utwór

5.Wszystkie wschody słońca – Japoński Reżyser

Zestawiam te utwory razem. Są to dwa kawałki z mało znanej płyty Japoński Reżyser równie mało znanego zespołu o jakże ciekawej nazwie. Nie wiem jak nazywa się ta muzyka. Jakieś psyche-reggae? Dobra bujaka? Nieważne – brzmi świetnie i daje miłe, lekkie oderwanie. Katowałem te dwa utwory z wielką namiętnością i ciągle mi się nie znudziły. Niby nic w nich nie ma, nie wiem, po prostu trafiają do mnie, brakuje mi takiej muzyki ;) „Gdy się kwiatków dobrze najem, to się styczeń staje majem” ;)

4.Skaldowie – Krywaniu, Krywaniu

Tutaj będziecie w szoku. Ci sami Skaldowie co śpiewali radosne ‚Wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokochał’ mają na koncie taką perełkę! Czemu nie znałem tego wcześniej, czemu?! Wspaniała 18-minutowa kompozycja – przemyślana, wyważona, trochę szalona, trochę muzyki klasycznej (kto wyłapie?), świetne przejścia, przejmujące wyciszenia. Child in Time zagrożone. Solo na skrzypcach, re-we-la-cyjne solo na organach, mistrzowska perkusja, tekst Przerwy-Tetmajera i momenty takie, że trudno uwierzyć, że to w Polsce nagrane. Nie będę pisał, słuchajcie sami! :)

3.Genesis – Firth Of Fifth

O! I o ile po Genesis to się takiej kompozycji można spodziewać, tak Skaldowie raczej nie są pierwszym wynikiem jaki przychodzi na myśl o wielominutowej, progresywnej suicie ;) Nie ma co tutaj za wiele pisać – piękna i ciekawie rozwinięta kompozycja o trudnym do zapamiętania na początku tytule ;) Phil Collins trzyma wszystko w ryzach na perkusji, Steve Hackett wyciska wzruszenie na gitarze, Peter Gabriel śpiewa z takim przejęciem, że sprawdzamy w internecie znaczenie tekstu. Ja w tym utworze, poza muzyką najwyższej próby, odnajduję sporą nostalgię i tęsknotę.

2.Ozric Tentacles – Space Between Your Ears

Zespół, który niedługo zagra w Krakowie ;) Wieloinstrumentalny, psychedeliczny band, który od prawie 30 lat gra niemalże tak samo! :) Czaicie? Chłopaki wytworzyli swój unikatowy styl (naprawdę, jest bardzo charakterystyczny, ja rozpoznaję bez problemu) i grają go nieskrępowanie od lat, nagrywając kolejno równie solidne albumy. Nie żeby to było złe! :) To granie jest świadome. Chcę mieć przyjemną psychedelę lecącą w tle – biorę Ozriców. Ani smutno, ani wesoło, bez zbytniego odlotu, bez zbytniego angażu, ale też tak grane, że słowo psychodeliczne samo się nasuwa. Solidne granie. W tym utworze zakochałem się w linii basu ;)

1. Fred de Fred & Marion Benoist – Good Morning Lovers

Poland – Feel Invited! :) Kojarzycie ten spot reklamowy przygotowany przy okazji EURO 2012? :) Był super a w tle leciała skoczna i wesoła muzyczka. Wyłapałem te radosne dźwięki, chwilę poszukałem i jakimś cudem natrafiłem na oryginalny utwór. Zgrałem, zacząłem słuchać, katować znajomych, puszczać na plaży podczas majówki ;) Siadło. Ludzie się w tym zakochali, porobili sobie skojarzenia, gwiżdżemy to razem, niektórzy poustawiali na dzwonki ;) Miło :) Utwór rzeczywiście tryska tak nieskrępowaną, dobrą energią, wydaje się faktycznie nas gdzieś zapraszać, że ciężko go nie polubić :)

Oto mój muzyczny 2012! :)

 

kacper